niedziela, 15 marca 2015

W oczekiwaniu na wiosne..

 
 
...koty chca coraz czesciej hulac po balkonach. Pierwsze promienie cieplego slonca wywoluja
u nich radosc i az przyjemnie patrzec jak probuja odnalezc w powietrzu nowe zapachy.
 
 
 
 
 
 
 
Duska zawsze w poszukiwaniu czegos ciekawego, ma niezwykla kondycje do badania wszystkich miejsc i ciesze sie, ze tak jest. Duska miala bowiem problemy zdrowotne i troche sie tym martwilismy. Zabralismy ja do lekarza i okazalo sie, ze kortyzon przyniosl jej ulge i kot jak odmienionny. Nawet na pieszczoty przychodzi :-).
Niunia oczywiscie zaglada tez na balkon, ale ona glownie pilnuje godzin pracy i lezy u "tatusia" na biurku. To jest milosc od pierwszego wejrzenia i tak to juz zostalo....
 
Ja sama wiosny od dawna wygladam i co roku juz na poczatku sie martwie, ze bedzie za krotka.
Tak to juz ze mna jest, mimo ze czekam na nia cale miesiace...
Wspomnialam kiedys, ze mamy trzy balkony a na nich mamy rozne drzewka, dlatego nie ma miejsca na zadne skrzynki z kwiatkami.  Z tego to tez powodu postanowilam odswiezyc swoje florystyczne apetyty i w malym przedpokoju urzadzilam mala zielona oaze.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Koty z tej odmiany tez zadowolone i przychodza poobgryzac to, co sie da zlapac w kly...
Ja ze swojej strony zastanawiam sie, co sie uchowa, bo warunki sa troche specyficzne - jest wprawdzie swiatlo, ale jest niewiele slonca. Mam jednak nadzieje, ze jakis czas bedziemy mieli wszyscy troche radosci z tego zielonego pomyslu!!!
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 27 lutego 2015

Skruszona i boso...




... biegne do Was, aby dac znak zycia. Baaa... Nawet po sniegu warto tu wrocic :-)



 
 
 
A chce nie tylko dac znak zycia, ale tez opowiedziec o krotkim urlopie, ktory wlasnie mam za soba... Bylismy w Austrii, w Tyrolu, niedaleko Innsbrucka, w cudnej termie.
Ja robie juz tak niewiele zdjec, ze najczesciej nie mam juz co pokazywac, ale te impersje musialam zatrzymac a przy okazji podzielic z Wami.
 
 
Inspiracja do wyjazdu bylo nasze srebrne wesele, ktore postanowilismy poswietowac w troche nietypowy sposob. Wybralismy akurat te terme, bo juz w internecie mozna bylo sie zorientowac, ze to szczegolne miejsce. A my kochamy termy! Przy termie jest Hotel i tam sie tez zatrzymalismy.
Taki widok powital nas z tarasu naszego hotelowego pokoju...
 
 
 
 

 
 
Po przebraniu sie w stroje kapielowe ruszylismy do termy, ktora byla punktem ciezkosci naszego tam pobytu. W takich miejscach nie wolno fotografowac, dlatego ograniczylam sie tylko do tego zdjecia, zeby pokazac jaki jest widok (rowniez na gory) z perspektywy termy "wewnetrznej".
 
 
 
 
 Pod dachem byly dwa baseny, ale to nie bylo wszystko... Na zewnatrz byly atrakcje, ktore nie tylko zaskakiwaly, ale tez zachwycaly. Trzy baseny na roznych poziomach, z rozna zawartoscia (mineraly, solanka, siarka) z widokiem na cudowny krajobraz.
 
 



 
 

 
 
 

 


Pogoda spisala sie na medal, bylo caly czas pieknie, slonecznie i korzystanie z basenow zewnetrznych mialo w sobie szczegolny urok. Oczy nie mogly nacieszyc sie widokiem a krystaliczne powietrze pozwalalo oddychac pelna piersia. Bylismy tam piec dni i z tego czasu nieskonczona ilosc godzin spedzilismy w wodzie.  Wieczorem dookola basenow plonely pochodnie... Wielka atrakcja okazala sie byc kuchnia hotelowa. Dane mi bylo juz byc w roznych hotelach, ale takie sniadania widzialam pierwszy raz. Podejrzewam, ze nie bylo zyczenia kulinarnego, ktore by bylo niespelnione... Kolacje to tez rozdzial sam w sobie...
Bylo smakowicie i pieknie pod kazdym wzgledem!
 
Poniewaz slonce wedrowalo po niebie, zrobilam zdjecia o innej porze dnia, w ten sposob mozna sobie wyobrazic lepiej moje zachwyty.
 
 
 
 

 
 
 
 
 

 
 
 
No i to by bylo na tyle... Bede wspomninac ten pobyt z duzym sentymentem,  bo to nie tylko piekne miejsce, ale tez okazja bya wyjatkowa i na pewno niecodzienne doznania.
Podobalo nam sie bardzo i niewykluczone, ze jeszcze tam kiedys wrocimy!
 
Pozdrawiam Was serdecznie!
 
 
 
 

poniedziałek, 24 listopada 2014

A czas ciagle pedzi...




Az mi trudno uwierzyc, ze to juz miesiac od mojego ostatniego pisania.
Nie wiem, kiedy i jak ten czas ucieka....
Jeszcze jest jesien i chociaz robi sie coraz bardziej smutna, zdarzaja sie jeszcze piekne dni.


 
 
Nie zmienia to jednak faktu, ze swiateczne szalenstwo juz wszedzie panuje.
Sklepy od dawna pelne frykasow, oswietlone i kolorowe.
Przyznam sie, ze juz dwa razy polakomilam sie na pierniczki... Pyszne sa, ale jak co roku
zaczynam sie w tym okresie zle czuc. Szarpia mna rozne mysli i nie moge (jak zwykle)
wziac sie w garsc i przyjmowac wszystko jak leci...
 
Koncowka tego roku i poczatek nastepnego to same jubileusze i to nie byle jakie, bo "srebrne".
Najpierw cwiercwiecze mojego przybycia do Niemiec. Pamietam dokladnie kazda godzine
tego dnia, ale pomiedzy nim a dzisiaj jeden wielki swist, wszystko przelatuje przed oczyma
jak odrzutowiec. Gdzie te wszystkie lata???????
Przyznac musze, ze lubie we wszystkim pewna stabilnosc i chociaz czasami przychodzi ochota
na zmiany, w wielu wypadkach jestem stala, dotyczy to rowniez mojej fryzjerki.
Najpierw mieszkalam w tym miescie, gdzie ona ma swoj zaklad, pozniej sie trzy razy przeprowadzilam a mimo tego ciagle do niej chodze, chociaz odleglosc w tej chwili wynosi
prawie 80 km.
I w tym wypadku tez strzelilo cwiercwiecze, kto moze powiedziec, ze ma u swojego fryzjera
 staz dluzszy od mojego?
Na uczczenie tej okazji zawiozlam cos slodkiego, byly wzruszenia, usciski i lezka w oku...
 
 
 
Skoro o terminach i uplywie czasu mowa to musze sie pochwalic, ze mam kontakt z moja
przyjaciolka z Syberii i sama nie moge to uwierzyc. Czterdziesci lat minelo....
Ktoregos dnia zadzwonilam do niej, nagadalysmy sie po pachy i najzabawniejsze jest to,
ze ja mowilam do niej po polsku a ona do mnie po rosyjsku. W ciagu godziny (nie chce myslec
o dniu w ktorym przyjdzie rachunek) obgadalysmy z grubsza co sie z nami przez ten czas
dzialo... Na koniec rozmowy obiecalysmy sobie, ze sie w tym zyciu jeszcze spotkamy....
Nie wiem, jak ma do tego dojsc, bo odleglosc potezna, ale ja tam jestem otwarta. Jezeli ona
tu nie przyleci to ja sama wybiore sie za Ural :-) na temat terminow jeszcze nie rozmawialysmy...
 
Tak poza tym dzielnie chodze na moje kursy, angielskiego i malarski.
Jezeli chodzi o angielski to na tym etapie, na ktorym teraz jestesmy wydaje sie byc latwiejszy
od niemieckiego, ale przyznaje sie, ze niewiele sie ucze. Musze sie wziac w garsc, bo ktoregos
razu po prostu strace watek i przestanie mi sie chciec.
Za czasow mojej mlodosci uczenie sie jezyka bylo jak nie sztuka dla sztuki lub szpanem, bo
niewiele bylo mozliwosci na sluchanie, czytanie czy ogladanie czegos rozsadnego.
Teraz jest zupelnie inaczej i bardzo boli mnie to, ze nie znam zadnego jezyka obcego poza
niemieckim. Mysle wlasciwie tylko o angielskim, bo zrobil sie wszechobecny i wiele terminow
wkradlo sie juz dawno do innych jezykow.
Jezeli chodzi o moj malarski kurs to moje odczucia sa troche podzielone. Z jednej strony jest
to nieprawdopodobna frajda, z drugiej strony troche pesza mnie wielkie rozmiary obrazow
(pani prowadzaca ustala co i na czym), ja tam wole mniejsze formaty.
Niedawno skonczylam obraz "jeden w dwoch", wymiary pojedyncze 40x120 cm, czyli sporo.
Dzisiaj powieszone zostaly w korytarzu, przy wejsciu do naszego mieszkania, bo w nim
mam malo powierzchni do wieszania czegokolwiek.
 
 
 
 
Nastepny temat to srodziemnomorskie tematy na plotnie 80x100 co oznacza, ze bedzie to jakis
czas trwalo. Gotowy obraz zostanie powieszony w garazu :-)
Tenze kurs konczy sie 10 grudnia, ale jak na wiosne bedzie dalszy ciag to pewnie tez sie zapisze.
 
 
Niedlugo wybieram sie do kraju, tak wyszlo, ze przed samymi swietami... Mama we wzglednej
formie a wiec mam nadzieje, ze porozmawiamy. Wybiore sie na szybko do Wroclawia, ktory
to bedzie tez swiateczny, mam na mysli jarmark swiateczny. Za moich czasow  bylo to zjawisko nieznane, teraz ciekawie rzuce okiem co i jak. Na poczatku mojego pobytu tutaj uwazalam to
za duza atrakcje, teraz juz rzadko sie na nie wybieram, zobaczymy jakie wrazenie zrobi na mnie
Wroclaw. A tak przy okazji... Wybieram sie tam do pierogarni, bo to dla mnie duza pokusa.
 
I to by bylo juz wszystko na dzisiaj, nie wiem, kiedy nastepny raz napisze, ale mam nadzieje,
ze zabiore sie za to szybciej jak za miesiac....
 
 
 


wtorek, 28 października 2014

Silva rerum...




Nazbieralo sie troche roznych tematow i postanowialam wrzucic je do jednego garnka...
Ale po kolei.

W przedostatni weekend byla piekna pogoda i postanowilismy sie wybrac na wystawe dyn,
najwieksza na swiecie,  w Ludwigsburgu. Tam tez na terenie krolewskiego parku urzadza
sie ja co roku, zawsze podporzadkowana jakimus tematowi, tym razem tematem byla
"Dynia Royal". Zacieralam rece na rozliczne zdjecia i tak stanelismy przed zamkiem,
wyciagnelam aparat, zrobilam dwa zdjecia i... bateria okazala sie byc pusta. Nie zmartwilam
sie tym za bardzo, bo mialam zapasowa... Wsadzilam ja do aparatu i... zrobilo mi sie na
widok czerwonego a migajacego symbolu ciemno przed oczyma....
Albo sie wyladowala samoistnie, albo ja zapomnialam zaladowac. Tak czy inaczej zdjec nie
bylo poza tymi dwoma, ktore ponizej zamieszczam....


 
 



Kolejnej proby nie bedzie, bo po pierwsze pogoda sie zepsula a po drugie to dosc daleko stad.
Trudno, moje tegoroczne wyczyny fotograficzne sa ponizej zera.
Przykro mi...

Teraz na tematy muzyczne
Pisalam juz, ze jestem goraca wielbicielka Michala Bajora... W empiku internetowym kupilam
sobie dwie plyty. Jednej plyty ciagle jeszcze nie slyszalam, za to druga z nich jest bez przerwy
w kazdej wolnej chwili odtwarzana. Cuuuuuuuuuuuuudo!
Tutaj musze wspomniec, ze przez przypadek odkrylam, iz na Amazon.de sa plyty Bajora,
czyli moglam te plyty zamowic na miejscu bez platniczych stresow.
Ale musze tez napisac cos pozytywnego.
Probowalam wtedy zamowic cos przez bookmaster.pl i nie udalo sie, przy czym bije sie
w piers, ze to ja czegos nie dopatrzylam. Nastepne zamowienie (jedna plyta Bajora, druga
z poezja Lesmiana spiewana miedzy innymi przez niego) sa juz w drodze.
Wynika z tego, ze zrobi(l) mi sie "korek" muzyczny...
Tak bardzo sie ciesze, ze tyle pieknej muzyki mam przed soba do sluchania!!!!!!!
To uczycie nazwalabym "przedradoscia" na radosc wlasciwa...

W tym tygodniu sa ferie w szkolach i na to konto rowniez moje kursy sa zawieszone,
powinnam w tym czasie pouczyc sie angielskiego, bo nic w domu jeszcze nie robilam
i jak sobie odpuszcze zadania domowe to nie bedzie dobrze.
Na razie wszystko jeszcze zrozumiale, ale to moze sie wkrotce zmienic na niekorzysc.
Jezeli chodzi o kurs malarski to w tej chwili sa malowane rownolegle dwa obrazy, ale mysle,
ze to jeszcze jakis czas potrwa, bo format spory.
W tak zwanym miedzyczasie wykonczylam drugi z trzech niebieskich obrazkow
i ponizej go prezentuje (w naturze jest jasnejszy i jego struktura jest miejscami wypukla).





Teraz bedzie na tematy zapachowe. Przyznalam sie wczesniej, ze jestem "uzalezniona"
i w regularnych odstepach przezywam wielkie "och" i "ach" w spotkaniach z nowymi
zapachami. Ludzie, ktorym podoba sie konkretna nuta zapachowa maja troche latwiej, bo
zasieg upodoban jest okreslony. A ja? Ja jestem ciekawa, zachlanna, pelna oczekiwania
na nowe zapachowe swiaty. Tutaj musze wspomniec, ze podoba mi sie wiele zapachow,
w okresie jesienno-zimowym preferuje zapachy korzenne, pelne wyrazu i sprawiajace, ze
dusza czuje sie otulona czyms niezwykle miekkim.
Wspomnialam tez, ze jest Portal, gdzie spotykaja sie oczarowani perfumami ludzie.
Tam tez jest wartka wymiana zdan i upodoban, ciekawe jest bardzo jak odmienne
sa zdania na ten sam zapach. Sa zapachy, ktore wywoluja zbiorowy zachwyt, ale sa tez
i takie, gdzie ocena od najlepszej po najgorsza jest dosc czesta.
Tak czy inaczej zdarzaja sie chwile, gdzie chcialabym miec wiecej niz jeden nos, bo
jest tyle zapachow i szkoda, ze wolno je wachac tylko pojedynczo.
Moja nastepna zdobycza beda zapachy z Maroka, bardzo sie ciesze, chociaz zdaje sobie
sprawe, ze perfumy tak bardzo korzenne nie sa kazdemu mile. Mnie i owszem :-).

Ostatnio grzebalam w archiwum i znalazlam moje zdjecia z RPA. Nie jest ich duzo,
ale postanowilam Wam cos pokazac, z czasem oczywiscie.
Dzisiaj chcialam Wam zaprezentowac samolot (Airbus A380-800), ktorym lecielismy
w obie strony. Pragne zwrocic uwage na relacje pomiedzy tymi wielgasnymi
ciezarowkami a korpusem samolotu. Niesamowite, prawda?






 
 
Zdjecia nie sa dobrej jakosci, bo robione przez szybe i to pod wieczor, ale zawsze cos tam
widac. Patrzac na ten samolot budzi sie we mnie chec jakiejs wyprawy, ale najblizsza bedzie
nie samolotem i nie za siedem morz tylko do Polski, bo chcialabym odwiedzic Mame.
Wieksza podroz rysuje sie niesmialo na koniec zimy, ale nie wiadomo, czy to dojdzie do skutku,
z roznych przyczyn zreszta. Niesmialo mysle o Meksyku (bylismy tam w 1998), ale teraz
za wczesnie jeszcze, aby cos konkretnego napisac.
 
Rozgadalam sie dzisiaj na calego, czas konczyc...
 
A  niech ci, ktorzy doczytali sie do tego miejsca poczuja sie serdecznie pozdrowieni!!!
 
 
 
 

piątek, 17 października 2014

Malarsko i nie tylko...




Dzsiaj wczesnie skonczylam prace a wiec mam czas, aby sobie spokojnie posiedziec,
pogrzebac w internecie, napisac cos w blogu i cieszyc sie tym, ze weekend przed nami...
Pogoda robi sobie rozne zarty, ale slyszalam, ze w niedziele ma byc ladnie to moze
wybiore sie na polowanie na zlota jesien.

Wspomnialam ostatnio o moich zapachowych fascynacjach i o tym, ze jest Forum, gdzie
spotykaja sie "uzaleznieni" od zapachow. Jak wiadomo dobre wody toaletowe czy tez
wody perfumowane nie sa tanie. Tym sposobem ludzie wpadli na pomysl, ze w kilka osob
kupuja buteleczke wyzej wymienionych, albo sami kupuja jeden egzemplarz i odstepuja
chetnym (najczesciej) 10 ml co jest taka wdzieczna iloscia, ze jest jeszcze do zaplacenia a juz
mozna zapach porzadnie przetestowac. Po chwilach takiego szalenstwa dalam sobie
w ostatnich miesiacach spokoj, ale teraz znowu na to "zapadlam". Zamowilam sobie rozne
zapachy i w zasadzie bardzo jestem tymi zakupami zachwycona. Kupilam tez prawie cala
flaszeczke (100 ml!!!) Givenchy, cudny cynamonowy zapach. Mam wielkie ciagotki do takich
korzennych, orientalnych zapachow, bo wspaniale pasuja do jesieni i zimy.
Mam wrazenie, ze w jakis sposob cudownie ogrzewaja dusze :-)
Na wiosne i lato jest za to zupelnie inna gama zapachow. Moze ktoregos dnia pokaze Wam
zdjecie mojej "perfumerii".

Wczoraj bylam na kursie angielskiego, trzeci raz... O je... Na stare lata troche trudniej
przychodzi nauka czegokolwiek, w tym oczywiscie jezykow... Grupa nie jest duza,
+40 wiekowo, pani prowadzaca jest Angielka i przyznac trzeba, ze ma kobieta cierpliwosc.
To nasze dukanie najprostszych slow jest dla niej pewnie bolesne :-)
Kurs trwa do stycznia, ciekawe czego sie do tego czasu nauczymy i ile osob zostanie....
Z (niemieckiego) kursowego doswiadczenia wiem, ze ludzie sie szybko zniechecaja,
zobaczymy jak bedzie tym razem.

W sprawie sportowych aktywnosci nie podjelam zadnych krokow, ale mialam pare innych
spraw na glowie. Ale rozmawialam juz z szefem studia i musze sie umowic na wstepne
badanie/zestawienie programu cwiczen. Troche to wariacki pomysl z tym trenowaniem,
bo jestem absolutnie leniwa i malo zdyscyplinowana, ale wiem rowniez, ze w czasie
kiedy chodzilam do silowni duzo lepiej sie czulam. A wiec nie pozostaje mi nic innego
jak wziac sie za bary z moimi ciagotkami do lezenia w fotelu z ksiazka i wszelka pasywnoscia...

Teraz bedzie o moich malarskich pasjach (szumnie brzmi, chociaz poczynania na razie
jeszcze skromne). W tym kursie bierze udzial nie tak duzo osob, cos kolo dziesieciu
i wszyscy maja  mlodziencze lata za soba... Ostatnim razem mielismy za zadanie skonczyc
nasze trzy obrazki, ale ja nie potafie malowac "na czas", skonczylam jeden z nich
a pozostale dwa czekaja jeszcze na korekte/zakonczenie. Moze mi sie uda w najblizszym
czasie, bo na kursie bedzie juz cos nowego, ale o tym innym razem.
Na razie prezentuje moje "dzielo" i uciekam "w weekend".
Pozdrawiam Was serdecznie i zycze przyjemnego wypoczynku!!!









niedziela, 12 października 2014

Zbiera sie to, co sie posialo...




...wiec nic dziwnego, ze zbieram milczenie. Gdyby nie wierny Vinniczek to strasznie tu
pusto by bylo! Ale to moja wlasna wina a wiec nie mam sie co skarzyc.
Tyle tytulem wstepu.

Znowu uplynelo troche czasu i jestem po dwoch spotkaniach kursowych, tak malarskich
jak i jezykowych. Jezeli chodzi o te ostatnie to troche trudno przeskoczyc wlasne
opory i problemy z wymowa... Grupa nie jest duza - czteranscie osob na pierwszym spotkaniu,
wszyscy po czterdziestce a wiec trzeba sobie uswiadomic, ze nikomu to nie przychodzi
latwo, nawet jezeli niektorzy mieli kiedys angielski w szkole.
Ja sama chcialabym wiecej-szybciej-lepiej, ale musze sie postarac o cierpliwosc.
Jak mam sie nauczyc to i tak sie naucze, jezeli nie to nie pomoga zadne kursy...

Kurs malarski... Ach, moja dusza spiewa po ostatnim spotkaniu, bylo cudnie.
Malowalismy rownolegle trzy obrazki o wymiarach 40 x 40 cm i w zalozeniach byly to
prace surrealistyczne. Wiekszosc zdecydowala sie na kolory czerwony i zolty, ja
wybralam niebieskosci. Nastepnym razem bedziemy te obrazy konczyc (poki co schly sobie
w spokoju) i mam nadzieje, ze bede ze swoich dziel zadowolona.

Nie pisalam tu nigdy o moich innych pasjach, dzisiaj krotko o tym.
Kocham zapachy i te wlasnie zajmuja mnie od zawsze przy czym od jakiegos czasu kupuje
to, co mi sie podoba, nawet jezeli wiem, ze w najblizszym czasie nie zuzyje, bo jest tego
za duzo. Nie bede twierdzic, ze to dla mnie tresc zycia, ale nie ukrywam, ze jestem
zywo zainteresowana produktami perfumeryjnymi. Za czasow mojej mlodosci bylo troche
zapachow w drogeriach, ale bylo ich raczej nieduzo i pomijajac czysto kwiatowe zapachy -
specjalnych kompozycji sobie nie przypominam. Z wjatkiem "Sawy", ktora byla dla mnie
w tamtych czasach objawieniem, ale objawieniem nieosiagalnym (do dzis pamietam, ze
maly flakonik kosztowal 120 zl. i to w latach siedemdziesiatych, gdzie kilogram kielbasy
kosztowal polowe!). Mama mojej przyjaciolki uzywala tych perfum i przy kazdym
spotkaniu zachlystywalam sie tym zapachem. Na moja kieszen byla za to woda toaletowa
"Czarny kot", ktorej to dluzszy czas uzywalam... A pozniej? Pozniej bylo roznie, ale
zawsze marzyly mi sie piekne zapachy, na szczescie od czasu do czasu wpadalo cos
z zagranicy. Zapachy byly dla mnie zawsze fascynacja i mam pewne zdolnosci
w zapamietywaniu ich, na dlugie lata.
Od kiedy tutaj jestem probuje roznych wod toaletowych i przez te wszystkie lata moja
skora byla wypachniona roznymi zapachami, ktore z radoscia sobie wybieralam.
Okazuje sie, ze ludzi pochlanietych zapachem jest troche wiecej i w ten sposob powstalo
Forum, gdzie sie tez troszeczke udzielam. To niezwkle ciekawe ile zapachow w ogole
istenieje, co sie za tym kryje, jakie sa mody i trendy oraz w ogole jak kto co odbiera.
Jest tez w tym Forum miejsce, gdzie mozna zamieszczac fotografie perfum, jeszcze nie
probowalam, ale kto wie, moze z czasem i tym sie zaczne bawic.

Pisalam kiedys, ze chce mi sie jakiegos swiezego powiewu, nowych horyzontow i nowych
zajec... Ostatnio wpadlam na pomysl, zeby pojsc do Fitness-studia, mam bowiem nie
tylko brak ruchu (a za duzo kilogramow), ale tez trzeba byloby cos i dla zdrowia zrobic.
W poprzednim miejscu zamieszkania udzielalam sie w ten sposob prawie rok, teraz
trzeba byloby przypomniec sobie, ze kondycja nie przychodzi z lezenia w fotelu :-)
Tak czy inaczej to juz tylko kwestia czasu, postanowilam sie zapisac...

Kilka dni temu przyszla przesylka z Merlina, dostalam moje plyty... Dwie Bajora
i jedna (za to podwojna) Turnaua. Musze koniecznie przerzucic na odtwarzacz mp3
i dopiero wtedy bede mogla rozmarzyc sie przy sluchaniu tych dyskow...

Dzisiaj byl ladny, sloneczny dzien i taka jesien jeszcze lubie... Niedlugo bedzie inaczej
a wiec trzeba sie teraz zachwycac zlotymi liscmi, bo i to szybko minie,
Dla mnie osobiscie najgorszym miesiacem byl zawsze listopad (w ktorym to liscie juz
opadly a nie opadaja), ale od kiedy nie ma prawdziwych zim - wydaje mi sie, ze
listopad trwa wiecznie! Ale na razie jest jeszcze pieknie i dzisiaj zamieszczam zdjecia
ze spaceru w Zaczarowanym Parku, pocalowanym juz niesmialo przez jesien....
 
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 






środa, 1 października 2014

No i mam teraz problem...




Zapowiadalam ostatnio, ze beda  afrykanskie detale a tu po ogladnieciu moich zdjec moge tylko
rozlozyc rece...
Zdjec jest malo i prawde mowiac na zaden fotoreprotaz sie nie uzbiera, bede wiec przy
okazji cos pokazywac, bo tak bedzie lepiej.

Czas przeskakuje sam siebie i nie wiedziec kiedy uplywa dzien za dniem.
Dopiero co bylam w Afryce a tu moge juz relacjonowac powrot z kraju, gdzie bylam
w zeszlym tygodniu. Tym razem zdjec nie robilam to i dylematow zadnych nie bedzie...

Tak poza tym postanowilam porwac sie na cos nowego.
Zapisalam sie na kurs angielskiego, kurs podstawowy, bo nigdy sie tego jezyka nie uczylam!
Niezaleznie od tego wezme udzial w kursie malowania akrylem... Poczatek dzisiaj wieczorem
i nie moge sie juz doczekac! Mam nadzieje, ze bedzie ciekawie a niezaleznie od tego ciesze sie,
ze poznam pare nowych osob, zawsze to jakas okazja do wymiany paru zdan.

W lipcu  wspomnialam o mojej kolezance z Syberii...
Ostatni raz na zywo widzialysmy sie bodaj w 1974 roku... Wspomnialam, ze do niej napisalam
nie wiedzac, czy jeszcze mieszka pod znanym mi adresem.
Nie tak dawno przyszla odpowiedz! Alez to byla radosc, bo i zdjecia byly.
Nie wiem, czy sie chwalilam, ale kiedys bylam bardzo dobra z rosyjskiego, po uplywie tylu
lat zajomosc sie mocno pokryla kurzem. List od Iriny byl po rosyjsku i bez problemow go
przeczytalam/zrozumialam. Z odpowiedzia bylo trudniej, odwolalam sie do pomocy
komputera, ktory tlumaczyl bardzo dziwacznie. W zwiazku z tym wpadlam na pomysl, zeby
zabrac sie za rosyjski. W polskim internecie (w BookCity) znalazlam podreczniki i od razu
chcialam zamowic, ale nie myslcie sobie, ze to latwe... Nawypelnialam sie formularzy
i na koniec pojawily sie informacje, ze blad, ze karta nie taka, ze....
Cholera mnie wziela, bo w koncu albo Europa albo regula z wyjatkami???
Tym sposobem ksiazek nie zamowilam, ale o rosyjskim mysle calkiem powaznie!

Teraz bedzie jeszcze o zakupach internetowych,
Nie wiem czy juz pisalam, ale jestem goraca wielbicielka Michala Bajora.
Zapomnialam juz o rosyjskich podrecznikach i poszlam intenetowo do Empiku.
Plyty znalazlam i zabawa zaczela sie od poczatku... W koncu poroznawialam z pania
przez telefon i oprocz tego, ze pani bylo przykro nic sie nie dalo zrobic.
Poniewaz daje sie poniesc emocjom - poszukalam gdzie indziej i co sie okazalo?
W Merlinie mozna zaplacic bez problemow, ale nie bylo tego wszystkiego, co chcialam :-(
Czyli czlowiek uczy sie pokory na prostych rzeczach, ale mowi sie trudno.
Kiedys jeszcze zdobede podreczniki i plyty, w koncu pod koniec roku znowu bede w kraju...

Na fali wspomnien postanowilam odnalezc moja przyjaciolke z liceum, nasze drogi sie
rozeszly 33 lata temu... Poszukiwania w ksiazce telefonicznej nic nie daly a wiec bedac
w PL poszlam do jej Mamy (nie wiedzac czy tam jeszcze mieszka). Udalo sie, Mama przez
chwile sie zastanawiala, kto to z takim impetem dzwoni do jej drzwi, ale za chwile sobie
dokladnie przypomniala kto i skad... Dostalam numer telefonu (bo przyjaciolka w innym
miescie) i zadzwonilam... Niespodzianka bylaby duza, ale Mama wykonala telefon
przede mna.... Tak czy inaczej ucieszylam sie nasza rozmowa i postanowilysmy podtrzymac
te telefoniczne kontakty.

Ja nie naleze wlasciwie do ludzi wracajacych z uporem do przeszlosci, ale jakos tak
wyszlo, ze ostatnio myslalam o roznych ludziach i wydarzeniach z dawnych lat.
Na tej to fali takie poczynania jak wyzej.... I ponizej tez :-)
Na ogol wyrzucam wszystkie listy, bo nigdy do nich nie wracam, ale byl wyjatek.
Mialam paczuszke listow sprzed prawie trzydziestu lat, paczuszke, ktora przeszla ze mna
wszystkie przeprowadzki i jednoczesnie nie byla ruszona przez te wszystkie lata.
W ostatnich dniach przeczytalam te listy.... Poczulam sie taka mloda....
Nie wiem, czy je kiedykolwiek jeszcze przeczytam, ale na razie postanowilam nie wyrzucac.
Sprowadzajac sie do tego mieszkania postanowilismy zrobic "czystke" i wyrzucilismy
cala nagromadzona korespondencje oraz... Moze nie uwierzycie, ale polecialy tez wszystkie
zdjecia "papierowie", rowniez z rozlicznych urlopow.  A zatem nie mozna mnie posadzac
o to, ze jestem sentymentalna, wbrew pozorom...

U nas jesien, w RPA dzisiaj zaczyna sie letni sezon turystyczny i widzialam juz na zdjeciach,
ze przyroda przyobrala nowe sukienki.... Szkoda, ze ich nie widzialam, ale kto wie, moze
kiedys sie jeszcze uda,..

Na razie zamieszczam zimowy widoczek z tych wakacji i gdybym nie napisala, ze to
w RPA nikt by nie pomyslal, ze to jest dalej jak za tutejsza miedza...

Pakuje manatki i pedze za chwile na kurs!!!

Pozdrawiam Was serdecznie!