niedziela, 6 kwietnia 2014

Oswiecilo mnie....



Oswiecilo mnie jakis tydzien temu, ze zima sie przeciez skonczyla, swiat sie zachlystuje
wiosna, wszystko powoli kwitnie i pachnie a ja nic...
Gdzie te czasy, kiedy to sledzilam najmniejsze nawet oznaki wiosny? Gdzie te czasy, kiedy
lezalam na trawnikach, zeby uchwycic w kadr przebisniegi i krokusy? Ile to czasu uplynelo,
kiedy prezentowalam tu morze magnolii? Wilhelma daleko, Zaczarowany Park jeszcze dalej
a moje zycie tez zaczelo sie toczyc innym rytmem.
Tak wiec nie ma u mnie wiosny, przede wszystkim mnie samej tutaj nie ma, ale tak sie jakos
zlozylo.
Mysle jednak o czasach, kiedy nie tylko sama duzo pisalam/fotografowalam, ale tez
odwiedzalam Was blogowo. Teraz najczesciej mam jakies wiadomosci od Vinniczka, ona
wierna swojemu blogowi jak Zawisza to i jest na biezaco z tym, co sie w blogowisku dzieje.
Ja Was nie zapomnialam, zapewniam z calego serca, moze kiedys jeszcze zrobie sie bardziej
aktywna. Przerazona jestem tym, ze moj aparat pokrywa pajeczyna...
Ale tak to juz jest, ze jedno ustepuje miejsca drugiemu, co czasami tez sie odwraca i taka mam
wlasnie nadzieje...
Pozdrawiam Was serdecznie i zycze duzo pieknych widokow i zapachow!!!!!!!!
 
 
 






wtorek, 4 marca 2014

Z opoznieniem...



Prawie z dwutygodniowym opoznieniem zamieszczam ponizsze zdjecia, ale wczesniej nie 
mialam ani czasu, ani ochoty na blogowanie. Moje dni sa dosc szczelnie wypelnione...
A jezeli chodzi o czas to i w tej chwili mam go bardzo malo, bo... dzisiaj wieczorem 
jade do Polski!!!
Mam nadzieje, ze wiosnenna pogoda dalej bedzie trwac a ja sama na nowo przytule sie 
do moich korzeni...Pozostane tam prawie tydzien, bedzie wiec czas na rozmowy z Mama, 
na lasuchowanie, na liczne wymiany zdan w ojczystym jezyku i w ogole na to, czego 
nie robie codziennie. (Wbieram sie rowniez na targ, to dla mnie pelna egzotyka!!!)
O wrazeniach napisze po powrocie, na razie tylko wiosenne pozdrowienia i buziaki dla Was!!!
























poniedziałek, 24 lutego 2014

Ich troje...

 
 
 
Zrodlo naszej radosci, cieplych uczuc, trosk i poczucia odpowiedzialnosci.
Ostatnio troche zaczyna pachniec gabinetem weterynaryjnym,  ale co jest
konieczne, tego nie mozna odsunac...
Nasze "tygrysy", tym razem wyjatkowo blisko siebie, na ogol jest
duzo  przetargow kto,  kiedy i u kogo.
Ich Troje...  Jak dobrze, ze ich mamy
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 22 lutego 2014

Dla Ewy...





Wierze, ze TAM, gdzie teraz jestes rowniez zaczyna sie wiosna.
Inna od tej i duzo piekniejsza ale mimo tego posylam Ci wiosenny bukiecik,
dobre mysli i znak, ze serce kurczy sie z zalu, bo Ciebie juz tutaj nie ma.
To juz piec lat...
Pozostaniesz na zawsze w moim sercu i myslach...






 
Pamieci mojej Siostry - 24.12.1955 - 22.02.2009
 





czwartek, 13 lutego 2014

Przybysze...






Przybyly... Za wczesnie, niesmialo, bez wielkich zapowiedzi... Krokusy, pierwsze w tym roku,
przynajmniej dla mnie. Wczoraj zobaczylam te wiotkie roslinki i musialam je sfotografowac,
mimo mojego calego lenistwa.
Swoja droga to troche sama w siebie rzucam kamieniami, az taka leniwa to znowu nie jestem, ale
jak juz wspomnialam ostatnio, czasami sie cos zmienia, przesuwa, przeplata, odchodzi...
Tak tez jest z moim fotografowaniem/blogowaniem... Na pewno bedzie kiedys lepiej jak teraz,
to pewnie czas, kiedy inne rzeczy sa wazniejsze, przynajmniej na razie.
Pisalam o moich zapachowych fascynacjach, ktore dobrze sie maja i ciagle placza sie w moich
myslach... Swiat zapachow to rowniez pole do fantazji i krystalizowania sie niezwyklych czasami
asocjacji... Ciekawe jest rowniez jak roznie sie zapachy odbiera, szczegolnie wtedy, kiedy sie zna
sklad poszczegolnego zapachu. Nie mam na tyle dobrego nosa, ale ciesze sie za kazdym razem,
kiedy "wywacham" pojedyncze nuty...W moim posiadaniu mam teraz duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzo
zapachow do analizowania, cieszenia sie nimi i oczywiscie do "pachnienia".
Odkrylam pare miejsc w internecie, gdzie ´"uzalenieni" sie spotykaja, jedno z nich szczegolnie
przypadlo mi do gustu, tam tez bywam, tam tez dowiedzialam sie, ze ludzie dziela sie miedzy soba zapachami. Bierze sie to stad, ze tzw. markowe zapachy sa czesto bardzo drogie i ktos
kupuje buteleczke, powiedzmy 100 ml, i z tego odsprzedaje pewna ilosc.
Jest to piekna sprawa, bo mozna za jakas tam kwote poznac cos troche trudno osiagalnego.
Rowniez dla kupujacego z duzego wydatku robi sie troche mniejszy. Dlatego uwazam, ze to super
bo mozna w tych warunkach powachac to wszystko, co nie jest dostepne w "normalnych" drogeriach.
W tenze sposob trafilo do mnie duzo, duzo zapachow. Wsrod tych ludzi o ktorych pisze, rozwinal
sie przyjemny zwyczaj wysylania zamowionych zapachow z dodatkiem roznych innych, tym razem
bezplatnych. Wczoraj dostalam przesylke - cztery zamowione zapachy (na oryginaly nie byloby
mnie stac), wszystko pieknie zapakowane, prawie jak prezenty... A do tego bialy jedwabny
woreczek w ksztalcie serca a w nim... cztery kolejne zapachy, ktore mnie bardzo ucieszyly, bo
nie byly to w zadnym wypadku "odpadki" a zapachy, ktore sa bardzo dla mnie ciekawe.
Uwazam, ze to bardzo przyjemny sposob dzielenia sie z innymi...

Oczywiscie mam rowniez oryginalne pojemniczki z perfumami, tego tez sie duzo zrobilo, ale
ciesze sie kazdym z nich. Kazde "nowe dziecko" witane jest z radoscia! 
Niedlugo wiosna, ktora przyniesie ze soba cala mase roznych zapachow, kwiatowych, zielonych
i drzewnych... Ciesze sie ta perspektywa kazdego roku na nowo...

A teraz nie pozostaje mi nic innego, jak pokazac Wam, co to wczoraj uchwycilam w kadr!
















piątek, 7 lutego 2014

Jeszcze żyję...





Jeszcze istnieje i ten post niech bedzie tego dowodem.
Nie bede ukrywac, ze powstaje za sprawa Vinniczka, ktory mnie juz dlugo namawial,
aby w koncu cos napisac. No to pisze.
Tutaj musze dodac, ze na codzienne sprawy mam laptopa, na inne okazje
(np. blogowe, photoshopowe) jest tzw. duzy komputer.
Tenze stal wprawdzie caly czas na biurku, ale spal niczym spiaca krolewna, ktora
zostala wlasnie pocalowana. Zdumienie bylo duze, bo odwyklam od niego i nawet dluzszy czas
musialam sie zastanawiac nad swoim blogowym haslem. To juz pachnie rozsypka...
Nie robie zadnych planow, ale moze nastepnym razem napisze wczesniej jak za pol roku :-).

Od ostatniego wpisu bylam w Polsce trzy razy, za niecaly miesiac wybieram sie kolejny raz.
Moja Mama jest w nieszczegolnym stanie i korzystam z faktu, ze mnie jeszcze rozpoznaje i troche
ze mna rozmawia. Kto wie, jak duzo czasu nam jeszcze zostalo...

Moje photoshopowo-zdjeciowe zapedy zostaly brutalnie odstawione na bok. Nie wiem dlaczego,
ale nagle mialam dosc. Nie mialam zdjec w archiwum a na nowe - ze wzgledu na pogode oraz
brak wyjazdow - nie bylo szans. Tak wiec moje stare hobby ustapilo miejsca nowemu...
Popadlam bowiem w uzaleznienie od swiata zapachow!!! Tak jest, jestem uzalezniona od tych
wszystkich buteleczek, pieknych cacek w sumie i od ich pachnacej zawartosci.
Nie jest to calkiem taki przypadek... Perfumy (szumnie powiedziane, w rzeczywistosci nigdy
nie miala prawdziwych perfum) byly dla mnie zawsze wazne. Od czasow mniej wiecej konca
liceum (uzywalam wtedy zapachu "Czarny kot" - bardzo byl udany) zawsze mialam na podoredziu przynajmniej jedna buteleczke czegos pachnacego. Pamietam najbardziej trudne czasy, kiedy to
nic nie bylo w sklepach (a co dopiero w drogeriach!!!) a jednak zawsze cos wyczarowalam.
I tak bylo w czasach, kiedy moze perfumy nie byly najbardziej wazne, ale dla mnie byly wazne,
pozniej bylo juz latwiej, jakies zapachy mozna juz bylo od czasu do czasu kupic a wiec i w moim
posiadaniu  automatycznie pojawialy sie rozne pachnidla.
Tak bylo dlugie lata a teraz.... Teraz sie jednak cos zmienilo!
Dosc niepostrzezenie zaczelo mnie to wszystko bardzo fascynowac, zaczelam troche grzebaci tu 
trzeba dodac, ze internet oczywiscie serwuje mnostwo informacji no i oczywiscie sa fora
dla uzaleznionych. Z tychze wiem, ze sa ludzie, ktorzy traktuja to bardzo powaznie i ich
zasoby maja pewien ciezar z finansowego punktu widzenia.
Mnie daleko do takich skarbow, poruszam sie na troche nizszej plaszczyznie, ale i tak ciesze sie
kazdym nowym "dzieckiem". Najbardziej ciesze sie zapachem, ale piekne buteleczki (a nawet ladne
opakowanie) sprawiaja mi duza radosc. Wyczytalam kiedys, ze zapachy wywoluja w mozgu silne
emocje i tak na pewno jest w moim przypadku. Odkrywanie nowych, zapachowych swiatow to dla
mnie wielka fascynacja! Ale o tym jeszcze innym razem.

Od czasu ostatniego postu duzo roznych rzeczy sie dzialo i powiem szczerze, ze teraz trudno to
wszystko odtworzyc. Na pewno jednak nie cierpialam na nude.

Od jakiegos czasu co czwartek ide po poludniu na dlugi spacer. Tak tez bylo i wczoraj, pogoda
byla wymarzona do takich poczynan, dwanascie stopni w plusie i piekne slonce!
Nic dziwnego, ze przyroda rozchwiana zupelnie. Toz to dopiero poczatek lutego!
Ponizej dwa zdjecia z wczoraj, dowod mojej prawdomownosci :-).

Na razie tyle, mam nadzieje, ze kiedys ktos tutaj jeszcze zagladnie. Ja obiecuje to tez :-)
Serdecznie Was pozdrawiam!
















niedziela, 22 września 2013

Garstka mysli...




Miniony tydzien byl dosyc dziwny. Mialam duzo roznych spraw na glowie a jednoczesnie
moglam sie wyspac "do syta". Pogoda byla szarobura i oczywiscie nie bylo mowy
o zadnych zdjeciach za to dzisiaj wylazlo slonce od samego rana a my siedzimy w domu.
Slubny mial jakies tam fromuly pierwsze (nigdy nie zrozumiem, jak to mozna ogladac) a ja
siedze i grzebie w moim zdjeciowym archiwum, zrobilam photoshopwo pare rzeczy.
No i czegos sie przy okazji nauczylam, Photoshop to rog bez dna, mozna bez konca
odkrywac nowe aspekty. Moje "materialy naukowe" na razie odlozone na polke, ale mam
nadzieje, ze juz wkrotce znajde jakis rytm dnia, ktory i na to pozwoli. Szkoda tylko, ze to
wszystko takie praco i czasochlonne, ale to przeciez wolny wybor wiec nie narzekam wiecej.

Powoli przygotowuje sie tez do wyjazdu do PL.
Mam nadzieje, ze pogoda bedzie umiarkowanie katastrofalna. Ja tam wrawdzie na zadne
spacery nie chodze, ale zawsze to przyjemniej dla ciala i ducha jak jest pogodnie.
Z rzeczy bardziej przyziemnych (przybrzuchowych???) mam nadzieje, ze beda jeszcze
knedle ze sliwkami... Uwielbiam je goraco!

Tak poza tym mam apetyt na nowosci, pod warunkiem, ze to beda dobre nowosci.
Jakis we mnie glod nauczenia sie czegos nowego, dowiedzenia nieznanego, oderwania sie troche
od wysiedzianego stolka. Sama sie dziwie, bo to prawie wiosenne zapedy :-)

Nadchodzacy tydzien bedzie dosc szczelnie wypelniony innymi zadaniami, ale ciesze sie, ze
moze uda mi sie zalatwic to, co bylo zaplanowane. To bylby krok do przodu.
No i nowe okulary mam odebrac, moje dotychczasowe byly troche klopotliwe.
Tym sposobem bede mogla patrzec przez nowe szkla na swiat i ludzi, moze i przy tej
okazji wypatrze cos ciekawego? Nie wiem, ale nigdy nic nie wiadomo....