środa, 27 maja 2015

Makowe panienki...



Taaaaaaaaaaak.... Obudzilam sie... Obudzilam naprawde!
Od kilku dni siedze z nosem w komputerze i albo syce sie zdjeciami z galerii, albo tez sama
cos wyciagam z kata i ciesze sie formami i kolorami. Znajac mnie sama wiem, ze ten zapal jak sie zaczal tak sie i skonczy, ale co duchowo zatankuje to moje!!!!!
Wiosna przemija i zaluje, ze tak malo mialam okazji, zeby popatrzec przez obiektyw na
rozkwiecony, zielony swiat... Tak jakos wyszlo...
Ale bedzie jeszcze lato, moze wtedy uda mi sie cos zatrzymac w kadrze.
A na razie ciesze sie, ze przeszla moja fotograficzna apatia. Oby na dluzej!
 
 












 
 
 
 
 

poniedziałek, 25 maja 2015

Wrazenia z wycieczki...

 
 
W zeszla niedziele bylismy na wycieczce w Lichtenwalde. A wlasciwie to w przypalacowym parku, gdzie znajduje sie wystawa "Zwykli ludzie". Zwykli o tyle, ze tym razem ani to ludzie mlodzi, ani filmowo ladni, ot przecietni tacy, jak wzieci z ulicy. Moim zdaniem zaskakujaca swoja autentycznoscia wystawa, bo rzezby sa naturalnej wielkosci i do tego bardzo dokladne w detalach.
Fotografujacych duzo i prawie wszyscy zainteresowani figurami (ja sama tez a na jednym ze zdjec nawet moja tesciowa ukryta) a tu maj dookola i park pelen soczystej zieleni... Pieknie bylo!!!!!!!


















































 
 
 
 
 

niedziela, 24 maja 2015

Przespalam...



Przespalam duzo czasu i dzisiaj sie obudzilam z mysla o tym, ze w koncu cos tutaj napisze.
Wiosna przemija szybko raczac nas zmienna pogoda i dzien mija za dniem nie wiadomo kiedy....
Ostatnio bylam na malym wypadzie, jutro postaram sie pokazac pare zdjec.
Dzisiaj tylko pozdrawiam serdecznie tych, ktorzy tu zagladna...







niedziela, 15 marca 2015

W oczekiwaniu na wiosne..

 
 
...koty chca coraz czesciej hulac po balkonach. Pierwsze promienie cieplego slonca wywoluja
u nich radosc i az przyjemnie patrzec jak probuja odnalezc w powietrzu nowe zapachy.
 
 
 
 
 
 
 
Duska zawsze w poszukiwaniu czegos ciekawego, ma niezwykla kondycje do badania wszystkich miejsc i ciesze sie, ze tak jest. Duska miala bowiem problemy zdrowotne i troche sie tym martwilismy. Zabralismy ja do lekarza i okazalo sie, ze kortyzon przyniosl jej ulge i kot jak odmienionny. Nawet na pieszczoty przychodzi :-).
Niunia oczywiscie zaglada tez na balkon, ale ona glownie pilnuje godzin pracy i lezy u "tatusia" na biurku. To jest milosc od pierwszego wejrzenia i tak to juz zostalo....
 
Ja sama wiosny od dawna wygladam i co roku juz na poczatku sie martwie, ze bedzie za krotka.
Tak to juz ze mna jest, mimo ze czekam na nia cale miesiace...
Wspomnialam kiedys, ze mamy trzy balkony a na nich mamy rozne drzewka, dlatego nie ma miejsca na zadne skrzynki z kwiatkami.  Z tego to tez powodu postanowilam odswiezyc swoje florystyczne apetyty i w malym przedpokoju urzadzilam mala zielona oaze.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Koty z tej odmiany tez zadowolone i przychodza poobgryzac to, co sie da zlapac w kly...
Ja ze swojej strony zastanawiam sie, co sie uchowa, bo warunki sa troche specyficzne - jest wprawdzie swiatlo, ale jest niewiele slonca. Mam jednak nadzieje, ze jakis czas bedziemy mieli wszyscy troche radosci z tego zielonego pomyslu!!!
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 27 lutego 2015

Skruszona i boso...




... biegne do Was, aby dac znak zycia. Baaa... Nawet po sniegu warto tu wrocic :-)



 
 
 
A chce nie tylko dac znak zycia, ale tez opowiedziec o krotkim urlopie, ktory wlasnie mam za soba... Bylismy w Austrii, w Tyrolu, niedaleko Innsbrucka, w cudnej termie.
Ja robie juz tak niewiele zdjec, ze najczesciej nie mam juz co pokazywac, ale te impersje musialam zatrzymac a przy okazji podzielic z Wami.
 
 
Inspiracja do wyjazdu bylo nasze srebrne wesele, ktore postanowilismy poswietowac w troche nietypowy sposob. Wybralismy akurat te terme, bo juz w internecie mozna bylo sie zorientowac, ze to szczegolne miejsce. A my kochamy termy! Przy termie jest Hotel i tam sie tez zatrzymalismy.
Taki widok powital nas z tarasu naszego hotelowego pokoju...
 
 
 
 

 
 
Po przebraniu sie w stroje kapielowe ruszylismy do termy, ktora byla punktem ciezkosci naszego tam pobytu. W takich miejscach nie wolno fotografowac, dlatego ograniczylam sie tylko do tego zdjecia, zeby pokazac jaki jest widok (rowniez na gory) z perspektywy termy "wewnetrznej".
 
 
 
 
 Pod dachem byly dwa baseny, ale to nie bylo wszystko... Na zewnatrz byly atrakcje, ktore nie tylko zaskakiwaly, ale tez zachwycaly. Trzy baseny na roznych poziomach, z rozna zawartoscia (mineraly, solanka, siarka) z widokiem na cudowny krajobraz.
 
 



 
 

 
 
 

 


Pogoda spisala sie na medal, bylo caly czas pieknie, slonecznie i korzystanie z basenow zewnetrznych mialo w sobie szczegolny urok. Oczy nie mogly nacieszyc sie widokiem a krystaliczne powietrze pozwalalo oddychac pelna piersia. Bylismy tam piec dni i z tego czasu nieskonczona ilosc godzin spedzilismy w wodzie.  Wieczorem dookola basenow plonely pochodnie... Wielka atrakcja okazala sie byc kuchnia hotelowa. Dane mi bylo juz byc w roznych hotelach, ale takie sniadania widzialam pierwszy raz. Podejrzewam, ze nie bylo zyczenia kulinarnego, ktore by bylo niespelnione... Kolacje to tez rozdzial sam w sobie...
Bylo smakowicie i pieknie pod kazdym wzgledem!
 
Poniewaz slonce wedrowalo po niebie, zrobilam zdjecia o innej porze dnia, w ten sposob mozna sobie wyobrazic lepiej moje zachwyty.
 
 
 
 

 
 
 
 
 

 
 
 
No i to by bylo na tyle... Bede wspomninac ten pobyt z duzym sentymentem,  bo to nie tylko piekne miejsce, ale tez okazja bya wyjatkowa i na pewno niecodzienne doznania.
Podobalo nam sie bardzo i niewykluczone, ze jeszcze tam kiedys wrocimy!
 
Pozdrawiam Was serdecznie!
 
 
 
 

poniedziałek, 24 listopada 2014

A czas ciagle pedzi...




Az mi trudno uwierzyc, ze to juz miesiac od mojego ostatniego pisania.
Nie wiem, kiedy i jak ten czas ucieka....
Jeszcze jest jesien i chociaz robi sie coraz bardziej smutna, zdarzaja sie jeszcze piekne dni.


 
 
Nie zmienia to jednak faktu, ze swiateczne szalenstwo juz wszedzie panuje.
Sklepy od dawna pelne frykasow, oswietlone i kolorowe.
Przyznam sie, ze juz dwa razy polakomilam sie na pierniczki... Pyszne sa, ale jak co roku
zaczynam sie w tym okresie zle czuc. Szarpia mna rozne mysli i nie moge (jak zwykle)
wziac sie w garsc i przyjmowac wszystko jak leci...
 
Koncowka tego roku i poczatek nastepnego to same jubileusze i to nie byle jakie, bo "srebrne".
Najpierw cwiercwiecze mojego przybycia do Niemiec. Pamietam dokladnie kazda godzine
tego dnia, ale pomiedzy nim a dzisiaj jeden wielki swist, wszystko przelatuje przed oczyma
jak odrzutowiec. Gdzie te wszystkie lata???????
Przyznac musze, ze lubie we wszystkim pewna stabilnosc i chociaz czasami przychodzi ochota
na zmiany, w wielu wypadkach jestem stala, dotyczy to rowniez mojej fryzjerki.
Najpierw mieszkalam w tym miescie, gdzie ona ma swoj zaklad, pozniej sie trzy razy przeprowadzilam a mimo tego ciagle do niej chodze, chociaz odleglosc w tej chwili wynosi
prawie 80 km.
I w tym wypadku tez strzelilo cwiercwiecze, kto moze powiedziec, ze ma u swojego fryzjera
 staz dluzszy od mojego?
Na uczczenie tej okazji zawiozlam cos slodkiego, byly wzruszenia, usciski i lezka w oku...
 
 
 
Skoro o terminach i uplywie czasu mowa to musze sie pochwalic, ze mam kontakt z moja
przyjaciolka z Syberii i sama nie moge to uwierzyc. Czterdziesci lat minelo....
Ktoregos dnia zadzwonilam do niej, nagadalysmy sie po pachy i najzabawniejsze jest to,
ze ja mowilam do niej po polsku a ona do mnie po rosyjsku. W ciagu godziny (nie chce myslec
o dniu w ktorym przyjdzie rachunek) obgadalysmy z grubsza co sie z nami przez ten czas
dzialo... Na koniec rozmowy obiecalysmy sobie, ze sie w tym zyciu jeszcze spotkamy....
Nie wiem, jak ma do tego dojsc, bo odleglosc potezna, ale ja tam jestem otwarta. Jezeli ona
tu nie przyleci to ja sama wybiore sie za Ural :-) na temat terminow jeszcze nie rozmawialysmy...
 
Tak poza tym dzielnie chodze na moje kursy, angielskiego i malarski.
Jezeli chodzi o angielski to na tym etapie, na ktorym teraz jestesmy wydaje sie byc latwiejszy
od niemieckiego, ale przyznaje sie, ze niewiele sie ucze. Musze sie wziac w garsc, bo ktoregos
razu po prostu strace watek i przestanie mi sie chciec.
Za czasow mojej mlodosci uczenie sie jezyka bylo jak nie sztuka dla sztuki lub szpanem, bo
niewiele bylo mozliwosci na sluchanie, czytanie czy ogladanie czegos rozsadnego.
Teraz jest zupelnie inaczej i bardzo boli mnie to, ze nie znam zadnego jezyka obcego poza
niemieckim. Mysle wlasciwie tylko o angielskim, bo zrobil sie wszechobecny i wiele terminow
wkradlo sie juz dawno do innych jezykow.
Jezeli chodzi o moj malarski kurs to moje odczucia sa troche podzielone. Z jednej strony jest
to nieprawdopodobna frajda, z drugiej strony troche pesza mnie wielkie rozmiary obrazow
(pani prowadzaca ustala co i na czym), ja tam wole mniejsze formaty.
Niedawno skonczylam obraz "jeden w dwoch", wymiary pojedyncze 40x120 cm, czyli sporo.
Dzisiaj powieszone zostaly w korytarzu, przy wejsciu do naszego mieszkania, bo w nim
mam malo powierzchni do wieszania czegokolwiek.
 
 
 
 
Nastepny temat to srodziemnomorskie tematy na plotnie 80x100 co oznacza, ze bedzie to jakis
czas trwalo. Gotowy obraz zostanie powieszony w garazu :-)
Tenze kurs konczy sie 10 grudnia, ale jak na wiosne bedzie dalszy ciag to pewnie tez sie zapisze.
 
 
Niedlugo wybieram sie do kraju, tak wyszlo, ze przed samymi swietami... Mama we wzglednej
formie a wiec mam nadzieje, ze porozmawiamy. Wybiore sie na szybko do Wroclawia, ktory
to bedzie tez swiateczny, mam na mysli jarmark swiateczny. Za moich czasow  bylo to zjawisko nieznane, teraz ciekawie rzuce okiem co i jak. Na poczatku mojego pobytu tutaj uwazalam to
za duza atrakcje, teraz juz rzadko sie na nie wybieram, zobaczymy jakie wrazenie zrobi na mnie
Wroclaw. A tak przy okazji... Wybieram sie tam do pierogarni, bo to dla mnie duza pokusa.
 
I to by bylo juz wszystko na dzisiaj, nie wiem, kiedy nastepny raz napisze, ale mam nadzieje,
ze zabiore sie za to szybciej jak za miesiac....
 
 
 


wtorek, 28 października 2014

Silva rerum...




Nazbieralo sie troche roznych tematow i postanowialam wrzucic je do jednego garnka...
Ale po kolei.

W przedostatni weekend byla piekna pogoda i postanowilismy sie wybrac na wystawe dyn,
najwieksza na swiecie,  w Ludwigsburgu. Tam tez na terenie krolewskiego parku urzadza
sie ja co roku, zawsze podporzadkowana jakimus tematowi, tym razem tematem byla
"Dynia Royal". Zacieralam rece na rozliczne zdjecia i tak stanelismy przed zamkiem,
wyciagnelam aparat, zrobilam dwa zdjecia i... bateria okazala sie byc pusta. Nie zmartwilam
sie tym za bardzo, bo mialam zapasowa... Wsadzilam ja do aparatu i... zrobilo mi sie na
widok czerwonego a migajacego symbolu ciemno przed oczyma....
Albo sie wyladowala samoistnie, albo ja zapomnialam zaladowac. Tak czy inaczej zdjec nie
bylo poza tymi dwoma, ktore ponizej zamieszczam....


 
 



Kolejnej proby nie bedzie, bo po pierwsze pogoda sie zepsula a po drugie to dosc daleko stad.
Trudno, moje tegoroczne wyczyny fotograficzne sa ponizej zera.
Przykro mi...

Teraz na tematy muzyczne
Pisalam juz, ze jestem goraca wielbicielka Michala Bajora... W empiku internetowym kupilam
sobie dwie plyty. Jednej plyty ciagle jeszcze nie slyszalam, za to druga z nich jest bez przerwy
w kazdej wolnej chwili odtwarzana. Cuuuuuuuuuuuuudo!
Tutaj musze wspomniec, ze przez przypadek odkrylam, iz na Amazon.de sa plyty Bajora,
czyli moglam te plyty zamowic na miejscu bez platniczych stresow.
Ale musze tez napisac cos pozytywnego.
Probowalam wtedy zamowic cos przez bookmaster.pl i nie udalo sie, przy czym bije sie
w piers, ze to ja czegos nie dopatrzylam. Nastepne zamowienie (jedna plyta Bajora, druga
z poezja Lesmiana spiewana miedzy innymi przez niego) sa juz w drodze.
Wynika z tego, ze zrobi(l) mi sie "korek" muzyczny...
Tak bardzo sie ciesze, ze tyle pieknej muzyki mam przed soba do sluchania!!!!!!!
To uczycie nazwalabym "przedradoscia" na radosc wlasciwa...

W tym tygodniu sa ferie w szkolach i na to konto rowniez moje kursy sa zawieszone,
powinnam w tym czasie pouczyc sie angielskiego, bo nic w domu jeszcze nie robilam
i jak sobie odpuszcze zadania domowe to nie bedzie dobrze.
Na razie wszystko jeszcze zrozumiale, ale to moze sie wkrotce zmienic na niekorzysc.
Jezeli chodzi o kurs malarski to w tej chwili sa malowane rownolegle dwa obrazy, ale mysle,
ze to jeszcze jakis czas potrwa, bo format spory.
W tak zwanym miedzyczasie wykonczylam drugi z trzech niebieskich obrazkow
i ponizej go prezentuje (w naturze jest jasnejszy i jego struktura jest miejscami wypukla).





Teraz bedzie na tematy zapachowe. Przyznalam sie wczesniej, ze jestem "uzalezniona"
i w regularnych odstepach przezywam wielkie "och" i "ach" w spotkaniach z nowymi
zapachami. Ludzie, ktorym podoba sie konkretna nuta zapachowa maja troche latwiej, bo
zasieg upodoban jest okreslony. A ja? Ja jestem ciekawa, zachlanna, pelna oczekiwania
na nowe zapachowe swiaty. Tutaj musze wspomniec, ze podoba mi sie wiele zapachow,
w okresie jesienno-zimowym preferuje zapachy korzenne, pelne wyrazu i sprawiajace, ze
dusza czuje sie otulona czyms niezwykle miekkim.
Wspomnialam tez, ze jest Portal, gdzie spotykaja sie oczarowani perfumami ludzie.
Tam tez jest wartka wymiana zdan i upodoban, ciekawe jest bardzo jak odmienne
sa zdania na ten sam zapach. Sa zapachy, ktore wywoluja zbiorowy zachwyt, ale sa tez
i takie, gdzie ocena od najlepszej po najgorsza jest dosc czesta.
Tak czy inaczej zdarzaja sie chwile, gdzie chcialabym miec wiecej niz jeden nos, bo
jest tyle zapachow i szkoda, ze wolno je wachac tylko pojedynczo.
Moja nastepna zdobycza beda zapachy z Maroka, bardzo sie ciesze, chociaz zdaje sobie
sprawe, ze perfumy tak bardzo korzenne nie sa kazdemu mile. Mnie i owszem :-).

Ostatnio grzebalam w archiwum i znalazlam moje zdjecia z RPA. Nie jest ich duzo,
ale postanowilam Wam cos pokazac, z czasem oczywiscie.
Dzisiaj chcialam Wam zaprezentowac samolot (Airbus A380-800), ktorym lecielismy
w obie strony. Pragne zwrocic uwage na relacje pomiedzy tymi wielgasnymi
ciezarowkami a korpusem samolotu. Niesamowite, prawda?






 
 
Zdjecia nie sa dobrej jakosci, bo robione przez szybe i to pod wieczor, ale zawsze cos tam
widac. Patrzac na ten samolot budzi sie we mnie chec jakiejs wyprawy, ale najblizsza bedzie
nie samolotem i nie za siedem morz tylko do Polski, bo chcialabym odwiedzic Mame.
Wieksza podroz rysuje sie niesmialo na koniec zimy, ale nie wiadomo, czy to dojdzie do skutku,
z roznych przyczyn zreszta. Niesmialo mysle o Meksyku (bylismy tam w 1998), ale teraz
za wczesnie jeszcze, aby cos konkretnego napisac.
 
Rozgadalam sie dzisiaj na calego, czas konczyc...
 
A  niech ci, ktorzy doczytali sie do tego miejsca poczuja sie serdecznie pozdrowieni!!!